Teksty (Reklama: ,)

Łańcuch górski minęliśmy bez dodatkowych przygód. Na najwyższe miejsce lekko wstępującej wyżyny, która prowadziła do samych wybrzeży Grenlandii, dotarliśmy, kiedy zgasł ostatni promień polarnego dnia. Tu zatrzymałem traktor. Zamieniłem kilka słów z Jackstrawem i poprosiłem Margaret Ross, aby podgrzała na mocno już spóźniony obiad konserwę wołową. Przyglądałem się właśnie na wpół przytomnemu Mahlerowi i Marii le Garde, których przed sekundą przeniesiono do kabiny, gdy nagle pojawiła się obok mnie Margaret Ross. W jej oczach widniało przerażenie. Puszki, doktorze Mason… wołowina. Nie mogę jej znaleźć. Jak to? Wołowina? Przecież nie może leżeć daleko, Margaret. Po raz pierwszy nazwałem ją po imieniu. Chodźmy, poszukamy. Przeszukaliśmy wszystko i nic nie znaleźliśmy. Puszki znikły. Oto był motyw, na który czekałem od dawna. Jackstraw stał obok mnie, patrząc ironicznie, jak przetrząsamy sanie. Dałem mu znak głową. Za mną! powiedziałem. Odnalazłem pozostałych wewnątrz kabiny i usiadłem tak, by wszystkich mieć na oku. W pierwszym rzędzie Zagera i Solly’ego Levina. No cóż! powiedziałem. Słyszeliście. Nasze ostatnie puszki z wołowiną znikły. Nie mogły wyparować, ktoś więc je ukradł.

(Reklama: , hale stalowe ,szkolenia prawo pracy )